Ludwik Hipolit Okulicz-Kozaryn Ludwik Hipolit Okulicz-Kozaryn urodził się w Witebsku w 1849 r. Mając 20 lat wyruszył w świat. Poszukując pracy dotarł do Turkiestanu. Był jednym y pierwszych Polaków - cywili, którzy przybyli tutaj pod koniec 60-tych lat XIX wieku. Rosyjski Taszkient - Nowe Miasto - dopiero zaczynało istnieć: «W 1868 i 1869 r. zbudowano kilka gmachów państwowych i około 500 domów prywatnych» (z książki A. I. Dobrosmysłowa «Taszkient wczoraj i dziś», Taszkient, 1912).
W mieszkaniu potomków
Okulicza-Kozaryna w Taszkiencie zachował się głęboko ukrywany przez dziesięciolecia dokument z dnia 8 kwietnia 1867 r. potwierdzający szlacheckie pochodzenie rodu:
«Według rozporządzenia Jego Cesarskiej Mości dano ten dokument z Witebskiego Szlacheckiego Zgromadzenia Poselskiego szlachcicowi
Ludwikowi Hipolitowi, synu
Ignacego, syna
Stefana, Okuliczowi-Kozarynowi, zaświadczający, że urodził się, jak zaświadcza Rzymsko-Katolicki duchowny konsystorz w Mohylewie, dnia 25 sierpnia 1849 r., i że on, według decyzji tegoż Zgromadzenia, dnia 30 marca tegoż roku zaliczony z zapisem w szóstej części szlacheckiej księgi genealogicznej, do
rodu Okuliczów-Kozarynów, zatwierdzonego jako ród szlachecki przez rezolucję Heroldii dnia 20 września 1834 r., i decyzja ta, zgodnie z paragrafem szóstym nakazu Jego Cesarskiej Mości, opublikowanego w rozkazach Rządzącego Senatu z dnia 23 września 1864 r., nabrała ostatecznej mocy prawnej».
W archiwum rodzinnym przetrwał też dzienniczek
Ludwika Hipolita z 1869 r., w którym młody podróżnik starannie zapisywał odległości między miastami w drodze z Petersburga do Taszkientu – jechali wówczas rozstawnymi końmi, ruch kolejowy otworzono dopiero pod koniec lat 90–tych XIX w. – ogółem 3742 wiorsty. W tym samym dzienniczku
Ludwik Hipolit spisywał – po rosyjsku! - swoje naiwne, ale szczere patriotyczne wiersze o Polsce:
“Бедная Польша!
Век миновал, как тебя растерзали,
Разграбили память старины глубокой,
Грубой ногою святыни попрали,
Свергнули в бездну рукою жестокой
…Терпи и усердно молись
Деве Марии, что в Ченстохове…”.
W dzienniczku powtarzają się również kilkakrotnie zapisane słupkiem daty rozbiorów Polski - tak jakby młody Turkiestańczyk bał się, że zapomni swojej ojczyzny i historię swego kraju.
Jak świadczy wykaz przebiegu służby
Okulicza-Kozaryna, przechowywany w Państwowym Archiwum Uzbekistanu, przez wiele lat pracował w Kancelarii Turkiestańskiego Generała-Gubernatora jako urzędnik średniej rangi. Za wierną służbę został odznaczony orderami carskimi, jak również gwiazdą Emira Bucharskiego.(Ordery ozdobione szlachetnymi kamieniami nie zachowały się - w trudnych czasach - czy były kiedyś łatwe? – potomkowie sprzedali je albo wymienili - na chleb; zachowały się natomiast legitymacje do orderów). W archiwum rodzinnym w teczce z legitymacją do orderu leży ciekawa notatka: arabskie słowa muzułmańskiej modlitwy kilkakrotnie zapisane cyrylicą. Widocznie
Ludwik Hipolit uczył je na pamięć, na wypadek jeżeli zajdzie potrzeba wygłoszenia jej podczas wręczania nagrody. Języka miejscowej ludności on nie znał. Mimo wszystkich starań podejmowanych przez władze centralne aby zmusić pracowników carskiej administracji do opanowania języka sartowskiego (uzbeckiego) lub perskiego, znajomość tych języków w tym środowisku była rzadkim wyjątkiem - władzę tę walkę przegrali można powiedzieć całkowicie.
Okulicz-Kozaryn wielkiej kariery w Turkiestanie nie zrobił. życie rodzinne było dla niego ważniejsze. W 1880 r. ożenił się z Elżbietą-Szarlotą Wolt-Wodder, Estonką (w Taszkiencie uchodziła za Niemkę

. Z kim by w tych wczesnych latach kolonialnego Turkiestanu Polak w Taszkiencie miał się żenić? Kobiet brakowało. Zagospodarowywać kraj przyjeżdżali przeważnie mężczyźni. Co prawda, oficerowie często przywozili sobie żony z Polski, ale ich córki były w 1880 r. jeszcze za młode żeby prosić je o rękę. Tymczasem gdy czy to Niemki czy to Estonki, bez różnicy, miały podobne wychowanie – «kontekst» azjatycki zbliżał Europejczyków.
Powoli romantyzm młodzieńca, który zapisywał daty rozbiorów Polski w swoim dzienniczku, gdzieś się rozwiał. Urzędnik carskiej administracji o umiarkowanych poglądach został Polakiem, co potwierdza jego podpis figurujący wśród innych na podaniach w sprawie budowy kościoła. Ale na polskiego bohatera
Okulicz-Kozaryn nie wyrósł. Chociaż polska historia znała lojalistów, którzy w ciągu nocy stawali się zaciekłymi wrogami cara i wiernymi przyjaciółmi wolności,
Okuliczowi-Kozarynowi nie nadarzyła się okazja swojego patriotyzmu wykazać – nie było ani sposobności, ani konieczności… Być może uważał, że życia starczy i na konformizm i na patriotyzm, lecz nie starczyło.
Zdaje się, żona i dzieci zastępowały mu cały świat.
Okuliczowie-Kozarynowie mieli czterych synow.
Ludwik (imiennik ojca),
Zygmunt,
Jerzy (Georgij) i
Witold urodzili się w Taszkiencie. Wszyscy zostali przez rodziców wysłani na najlepsze uczelnie.
Ludwik studiował najpierw w Tomsku, a następnie w Kazaniu, gdzie się znajdował jeden z najstarszych w Rosji Uniwersytetów. Później
Ludwik i Jerzy wyjechali na studia do Europy. Ponieważ znali niemiecki, Wrocław (wówczas Breslau, Niemcy) jako miejsce nauki najbardziej im odpowiadał.
Ludwik studiował w Breslau chemię, Jerzy - matematykę. Obydwaj skończyli Uniwersytet w 1910 r.
Ludwik wrócił do Taszkientu, gdzie założył laboratorium chemiczne dla potrzeb geologii. Jerzy kontynuował studia astronomiczne na Uniwersytecie Moskiewskim. Trzeci syn,
Zygmunt, po ukończeniu prestiżowej wyższej uczelni technologicznej w Tomsku wyjechał na staż do Sorbony. Do Rosji nigdy nie wrócił. Po rewolucji jego kontakt z rodziną się urwał. (Niedawno jego potomkowie, poszukiwani w Ameryce, znaleźli się w Polsce, w Krakowie). Wreszcie, najmłodszy
Witold – pupilek rodziny, uzdolniony skrzypek, udał się na studia do Moskiewskiego Konserwatorium - rosyjska szkoła muzyczna zawsze była słynna.
Witold zniknął bez śladu na przełomie 1917-1918 r. Ojciec nie mógł się z tym pogodzić. Szukał syna przez lata, pisał do różnych instancji (kopie jego listów i odpowiedzi z urzędów zachowały się w rodzinnym archiwum), podejrzewał, że
Witold trafił do Polski i nawet zasięgał informacji o nim w Przedstawicielstwie Polskiej Rzeczypospolitej do spraw repatriacji. Aż do samej swojej śmierci wierzył, że ukochanego Witoldika (jak go nazywano z rosyjska) odnajdzie. Wierzył nadaremnie.
Witold zaginął w wirach rewolucji.
W rodzinnym archiwum
Okuliczów-Kozarynów w Taszkiencie zachowało się ponad sto widokówek (pocztówek) - są to listy synów do rodziców, wyznania miłości do matki, ojca i ..Taszkientu. Zachowała się tylko część tych epistoł (jest to fakt oczywisty, ponieważ w tych czasach pocztówki numerowano, to pozwalało adresatowi mieć pewność, że dochodzą wszystkie). Widocznie zachowały się najpiękniejsze z nich, te zatrzymywane na pamiątkę. One rzeczywiście są ładne - cząsteczki cywilizowanego życia europejskiego, które przychodziło drogą pocztową z Breslau, Berlina i Paryża do rodziców, do upalnego zakurzonego wschodniego Taszkientu. Lecz, gwoli sprawiedliwości, przychodziło do Taszkientu, gdzie barwy wydaje się są jaskrawsze, a ludzie cieplejsi.
Ojciec, zawsze przywiązany do Polski, Witebska i szczególnie do rodowego
majątku w Wymnie, w swoich listach namawiał synów, by spędzili wakacje na polskiej ziemi, wśród licznych krewnych, w żywiole polszczyzny, lecz dzieci rwały się do Taszkientu - ich ojczyzna była już tutaj, w Azji. Tu zostawili przyjaciół i pierwsze miłości. Przekonywali ojca: «W Wymnie jest nudno jak w grobie». A ojciec przez całe życie marzył o powrocie do rodzimych stron, przez dziesięciolecia korespondował z kuzynami i kuzynkami, ciotkami i wujaszkami, braćmi i bratankami, chociaż rzadko, ale jeździł do nich. Najczęściej jego myśli o powrocie były marzeniem, mniej lub bardziej uchwytnym, ale nigdy nie nabrały cech realności, pozostały marzeniami. Ta swego rodzaju werbalna repatriacja towarzyszyła
Ludwikowi Hipolitowi przez całe życie, aż do samej śmierci - w Taszkiencie, w 1922 r.
Obecnie potomkowie Okuliczów-Kozarynów mieszkaja również w Kirgizji.
Jerzy Okulicz-Kozaryn, matematyk, astronom, po ukończeniu Uniwersytetów w Breslau i w Moskwie, wrócił do Taszkientu. Był rok 1916-ty. Toczyła się pierwsza wojna światowa. Na pewno było trudno o pracę. Jerzy znalazł posadę w Piszpeku (później – Frunze, obecnie - Biszkek) w Kirgizji. Ale wydaje się, że opuścił Taszkient z innego powodu. Przypuszczenie to - na tle historii i w kontekście innych rodzinnych wydarzeń i istniejących dokumentów – wydaje się nie bezpodstawne.
W tym samym 1916-tym roku starszy brat
Jerzego Ludwik podjął dodatkową pracę w charakterze nauczyciela geografii w Taszkienckiej Szkole Handlowej. W archiwum tej szkoły zachowała się cieniusieńka (tylko 5 arkuszy) teczka z napisem:
Ludwik Okulicz-Kozaryn. Teczka cieniusieńka, ale jakże ważna, odzwierciedlająca te wojenne czasy. Administracja szkoły niejednokrotnie zwracała się do nowego wykładowcy z prośbą «złożenia dokumentów o wykształceniu i tytule naukowym».
Ludwik zwlekał. Wiedział, że do przedstawienia dyplomu z Breslau czas jest nieodpowiedni – natychmiast zaliczono by go do osób podejrzanych, przecież i pochodzenia był jakiegoś «niemieckiego», i studiował w Niemczech, na terytorium obecnego wroga Rosji. Na domiar złego w mieście się roiło od Niemców – jeńców wojennych, i to niewątpliwie było «okolicznością obciążającą». Wydaje się, że to starszy Ludwik, a być może i ostrożny ojciec poradził Jerzemu, który też był absolwentem Uniwersytetu w Breslau, szukać pracy tam, gdzie nikt nie znał rodziny
Okuliczów - w prowincjonalnym śpiącym Piszpeku, dalej od stolicy rosyjskiego Turkiestanu, gdzie znajdowały się władze strzegące interesów państwowych.
Przez dłuższy czas, aż do 1928 r.,
Jerzy nie wspominał w ankietach służbowych o swoim pochodzeniu i o stopniu z Uniwersytetu w Breslau, powołując się tylko na dyplom z Moskwy. Pracując jako nauczyciel matematyki w gimnazjum, jednocześnie prowadzi badania nad unikalnym klimatem Kirgizji. W 1926 r. zostaje mianowany na dyrektora Kirgiskiego Instytutu Hydrometeorologicznego. W 1937 r. został aresztowany.
Jak wynika z dokumentów Archiwum NKWD (SNB) w Biszkeku,
Okuliczа-Kozaryna oskarżano o to, że “był uczestnikiem organizacji szpiegowskiej, zbierał dla niemieckiego wywiadu wiadomości o charakterze szpiegowskim, a mianowicie: stanie wód rzek Kirgizji pasa granicznego (przy granicy z Chinami) w okresie letnim“, “o przyborze wód pasa granicznego ZSRR, które mogą stwarzać przeszkody podczas przesuwania się wojsk obcych krajów na terytorium radzieckie“; rzekomo miał zamiar wykorzystać w celach szpiegowskich “radioodbiorniki zainstalowane na wysokogórskich stacjach meteorologicznych”. W czasie dochodzenia “wykryto“, że pracował dla wywiadu nie tylko niemieckiego, lecz też i polskiego. Jakże mogło być inaczej, skoro matkę miał «Niemkę» (po co wdawać się w szczegóły: Niemka, Estonka?), а ojca miał Polaka?!
Jerzy Okulicz-Kozaryn zmarł w 1938 r. w więzieniu nie doczekawszy się wyroku. 19-tu innych, których rzekomo wciągnął w działalność szpiegowską zostało skazanych na śmierć.
W 1916 r. wyjeżdżajac z Taszkientu до Piszpeku uniknął biedy. Po przeszło dwudziestu latach, w 1937-ym, swoje pochodzenie przypłacił życiem. Jeszcze po dwudziestu latach, w 1957 r.
Jerzego pośmiertnie zrehabilitowano z powodu braku dowodów przestępstwa.
Ze względu na represje
Okuliczowie z Kirgizji zerwali kontakty z rodziną w Taszkiencie. Nie udało się ustalić, czy wzywano do NKWD taszkienckiego brata Ludwika (w archiwach zachowały się nie wszystkie teczki, na przykład, brakuje informacji o osobach, które przesłuchiwano jako świadków lub o tych, kto, jak wytłumaczono mi w jednym z archiwów, «zbyt krótko siedziali»). Wystarczy powiedzieć, że w wielu podobnych wypadkach krewnych tych, co byli podejrzewani lub oskarżeni, prześladowano. Tak więc w teczce
Okuliczа-Kozaryna w kirgiskim NKWD
Ludwik figuruje jako członek sieci szpiegowskiej, rzekomo założonej przez Jerzego w całej Azji środkowej. Represje szczęśliwie ominęły Ludwika. Mało tego, został nawet nagrodzony orderem Lenina za wkład do rozwoju chemii w sowieckim Uzbekistanie. Władza szczodrze rozdawała tytuły i ordery. Władzy nie starczyło, że ludzie jej się bali. Władza chciała żeby ją kochano.
«Wielka» historia Polaków w Azji środkowej składa się z tysięcy takich oto «małych» historii rodzin.
Większość polskich rodzin – w przeciwieństwie do
Okulicz-Kozarynów z ich bogatym prywatnym archiwum - nie ma dokumentów potwierdzających ich polskie pochodzenie. W drugiej połowie lat 30-tych, kiedy walka z “wrogami narodu” nasiliła się, zniszczyli papiery ze strachu.
Ilustracje do tekstu:
1. Kościół rzymsko-katolicki w Taszkencie. 2002 r. Fot. K. Nathoo
2.
Ludwik Hipolit Okulicz-Kozaryn (w dolnym rzędzie trzeci z prawej strony) wśród współpracowników - urzędników Kancelarii Turkiestańskiego Generała-Gubernatora. Taszkent. Dziewięćdziesiąte lata 19 w.
3. Rodzina Okuliczów-Kozarynów. Pierwszy z lewej - Ignacy Hermenegild Okulicz-Kozaryn z Wymna, który odwiedził brata Ludwika Hipolita w Taszkencie w 1895 r.
4. świadectwo do orderu Bucharskiego, którym odznaczono Ludwika Hipolita Okulicza-Kozaryna: “Przekład. Firmana Emira szlachetnej Buchary. Pamiętając o więzi przyjaźni i zgody, łączącej szlachetną Bucharę i potężny Rząd Cesarstwa Rosyjskiego dla dobra narodów i rozkwitu krajów, - odznaczamy młodszego pomocnika referendarza Kancelarii L.H. Okulicza-Kozaryna srebrnym orderem Bucharskiej gwiazdy trzeciego stopnia, aby nim ozdobił pierś swoją i pozostał wobec nas przyjazny. Miasto Kermine 22 sierpnia 1900 r. Oryginał opatrzony pieczęcią Emira Bucharskiego Emir Seid Abdul Ahada“.
5. Klan Okuliczów-Kozarynów w Wymnie. W górnym rzędzie w środku - gość z Taszkentu Ludwik Hipolit. Jego syn Witold - w dolnym rzędzie trzeci z prawej strony. Ok. 1907 r.
6. Bracia Okuliczowie-Kozarynowie: Ludwik, Zygmunt, Georgi (Jerzy) i Witold.
7. Pocztówka z podobizną Kopernika wysłana przez przyjaciół z Witebska do Georgi (Jerzego) Okulicza-Kozaryna, studenta Uniwersytetu w Breslau (Wrocław) 23 kwietnia 1908 r.: “Jurku, bądź takim uczonym jak Kopernik. Dodaj (jeszcze więcej) sławy temu narodowi, do którego należysz i który cierpi…”
8. Georgi (Jerzy) Okulicz-Kozaryn. Frunze, połowa lat trzydziestych 20 w.
http://olgamedvedeva.artspolonia.com/czlowiek.html